
Team balance - prosty labirynt, przez który trzeba przeprowadzić kulkę z miejsca A do B. Kilka pułapek po drodze. Niegroźnych - dopóki się nie spróbujesz z nimi zmierzyć ;)
Do tego 16 osób, z których każda potrafi to zadanie wykonać ale... gdy plansza ożywa - bo rzecz polega na zmianie jej ustawienia manewrując dołączonymi sznurkami, kulka zaczyna przyspieszać i nawet dorośli stają się nieporadni jak dzieciak. Krzyk, harmider, rwetes, chaos i skucha... I kolejnych wiele skuch... Aż do czasu gdy zakiełkuje myśl, że te naście rąk to jedno urządzenie, któremu trzeba nadać rytm... że operatorów maszyny nie może być zbyt wielu. Jestem żeglarzem. Kapitanem morskich jachtów i oficerem żaglowców. Uwielbiam morze bo nic tak nie wychowuje jak ono. Uczy porozumiewania się - czasem na odległość (gdy z wysokiej rei trzeba przekazać informację na dek). Bardzo ważna jest precyzja wypowiedzi. Trzeba umieć w kilku słowach powiedzieć wiele gdyż wiatr odbiera szybko siłę i zostaje jej tylko na te parę słów... Morze uczy pracy w grupie i to za co szanuję je najbardziej - uczy pokory. Często jest tak, że wiele osób wie jak przeprowadzić manewr, każdy ma swój dobry pomysł jednak aby bezpiecznie dotrzeć do kei bardzo ważne jest aby pójść jedną z dróg. Wybrać i konsekwentnie tą jedną podążać. To kapitan podejmuje decyzję i tylko on wydaje komendy. Gdy zbyt wiele głosów próbuje rządzić często kończy się niepowodzeniem. To najtrudniejsza lekcja odbierana na morzu. Gdy już nauczymy się żeglarskiego fachu pozostaje do opanowanie najtrudniejsza z umiejętności - pokora... Możesz mieć swoje zdanie ale podlegasz komendzie. Na statku bez względu na to ilu z nas ma uprawnienia kapitańskie tylko jedna z osób może pełnić tę funkcję. Kapitan musi zaplanować portowe manewry - zastanowić się kogo przy jakim sznurku ustawić, omówić manewr aby każdy wiedział co go może czekać, zasygnalizować potencjalne trudności i ostatecznie pokierować akcją - najlepiej stojąc z boku mając ogląd całej sytuacji. Życie sprawdziło, że im więcej kapitanów tym gorzej - jak z kucharkami... ;) Gra Team balance to takie małe morze. Wielki poligon na niewielkiej planszy. Morze wychowuje skutecznie ale potrzebuje czasu. Team balance zrobi ogromną pracę w godzinę. Najpierw wszyscy krzyczą, każdy chce po swojemu ale wszyscy trzymamy jakiś sznurek i jeśli się nie dogadamy - kulka nie ma szansy dotrzeć na miejsce. Po chwili w kakofonii dźwięków pojawiają się pierwsze próby uspokojenia, potem ujawniają się głosy bardziej dominujące. Jeśli grupa je akceptuje - następuje powolne wycofywanie się innych podpowiadaczy. Bywa, że zaakceptowanie swojej biernej roli wymaga sporo charakteru - bo reszta musi się poddać liderowi, a przecież najprzyjemniej jest czuć swój wkład w sukces. Gra uczy opieki i kontroli - gdy części (a finalnie wszystkim poza kapitanem) zawiążemy oczy, nauczy mówienia i słuchania, wyłaniania lidera z grupy, szukania nowych rozwiązań, zarządzania grupą.
Krótkie ćwiczenie jako wstęp do dłuuuugiej pogawędki.
Kasia Gotlib
