Kto powiedział, że sesje coachingowe muszą być śmiertelnie poważne? Grając w gry, możemy nie tylko dobrze się bawić, ale też bezboleśnie uczyć się na błędach.
Przez chwilę zastanawiam się, czy to na pewno sesja coachingowa, czy może stawianie tarota? Mamy rozmawiać o mojej prokrastynacji, czyli patologicznej skłonności do przekładania wszystkiego i działania na ostatnią chwilę. Ale zamiast zacząć klasyczną rozmowę, pani coach rozkłada płócienny kawałek materiału, na którym narysowanych jest sześć kwadratów, a nad nimi pytania pomocnicze do rozważanego problemu: Co sprawia, że tak się dzieje? Co przez to tracę? Co zyskuję? Co mnie powstrzymuje przed zrobieniem tego? Jaką mam cechę, która pomogłaby mi poradzić sobie? Czego potrzebuję, żeby zacząć?
Milena Rachid-Chehab
Cały artykuł ukazał się w magazynie "Coaching"